[Strona Główna] [O nas] [Archiwum] [Brama] [Nasza twórczośc] [Myśli] [ Pamiętnik] [Dziennik Pielgrzyma] [Warto zobaczyć] [Kontakt]

 

Jeżeli na obelgi nie reagujesz obelgami...

"Oto stoję u drzwi i kołaczę, jeśli ktoś usłyszy mój głos i drzwi otworzy, to wejdę do niego i będę z nim (wieczerzał)".

Drogi pamiętniku...

27 lipca 2003r czyli dzień pierwszy...

Chciałbym wierzyć, że mam przyjaciół, że nie jesteś jedynym przyjaznym wytworem. Czuję się osamotniony. Mam wrażenie jakby nikt nie zwracał na mnie uwagi, jak gdybym nikogo nic nie obchodził. "Czuję się jak śmieć, jak nic, jak nikt, bez szans". ...bez szans... sam siebie zabijam, bo czy normalny chłopak mógłby się szczycić tym, iż kolejny dzień nigdzie nie wyszedł? To żenujące! Uciekam od ludzi bo mnie śmieszą, a może sam schodzę im z drogi bo właśnie to ja ich śmieszę? Fakt, faktem iż najciekawszym miejscem w jakim ostatnio przebywałem był mój pokój. Nudzę się! każdy nowy dzień jest taki sam jak poprzedni; np. dzień dzisiejszy rozpoczął się ok. południa gdy kochana mamusia wpadła do mnie i zaczęła coś wykrzykiwać, zjadłem śniadanko/obiadek, później oglądałem TV - wszystkie powtórki brazylijskich telenowel, ok. 18 wpadł kumpel chciał coś pożyczyć niech mu tam będzie i tak wiem, że nie odda. Wieczorkiem grałem w jakąś gierkę na kompie, było dość przyjemnie. A teraz usiłuję rozmawiać z białą kartką. Czy to normalne? Nie chcę zachowywać się jak jakaś panna. Już sam pogubiłem się w swoich bzdurnych myślach i nie wiem co chciałbym osiągnąć. Ostatnio cząsto w ogóle żałuję, że istnieję! Jestem niepotrzebnym zjadaczem chleba! zamkniętym w ciasnej skorupie! w tej chwili mam prawdziwą i szczerą ochote pogadać z kimś tak poważnie, o życiu... niestety jesteś tu tylko ty... Żadnej żywej duszy, w tej chwili żałuję, że przez całe swoje długie życie nie znalazłem sobie przyjaciela. To kolejny żałosny aspekt mojego życia. Z innej strony powinienem się cieszyć, bo prawdopodobnie wiele osób chciałoby mieszkać na bezludnej wyspie! Marcin ty łamago co ty robisz ze swoim życiem?! To pytanie retoryczne, sam sobie na nie odpowiem...to co wszyscy - żyję w świecie samobójców i złodziei!

29 VII dzis również jes dzień...wykożystaj go

Jest szlachetny, rzadko spotykany jako oryginał. Tylko wtedy jest mocny i trwały, odporny na czas i erozje.
Kiedy go znalazłem, schowałem do mojej tajemnej skrytki. Wiedziałem o nim tylko ja i nikt więcej. Cieszyłem się i chlubiłem... lecz sam. Kamień był twardy, trwały, mocny i ... chłodny. To mnie martwiło, stale o tym myślałem.
Któregoś dnia, gdy się obudziłem pomyślałem, że mogę ten kamień nosić przy sobie. Gdy go miałem był dla mnie swego rodzaju amuletem. Odpędzał złe duchy, czułem się bezpieczniej,...jednak kamień był chłodny.
W końcu postanowiłem nosić go na łańcuszku. Zaniosłem go do jubilera, do oprawienia. W słońcu pięknie błyszczał, mienił się różnymi kolorami tęczy i... wreszcie był ciepły.
Nie bałem się, że go zgubię. Ten kamyczek nosiłem w sercu..., MIŁOŚĆ i PRZYJAŹŃ.

31 lipca

Dziś byłem świadkiem pewnej sytuacji. Określony człowiek pięknie mówił. Mówił długo, głośno, czasami nieco ciszej. Jego przemowa miała trafić do ludzkich umysłów. Na początku kolejnej myśli używał często zwrotu: "Moi drodzy, moi kochani!". Tutaj właśnie zauważyłem niezgodność, niepokrywalność intencji wypowiadanych słów z tonem głosu.
Głos był nieszczery, uprzejmie zjadliwy. Z całości wypowiedzi trafiło do mnie przesłanie dwuznaczności i nieszczerości.
Przed zaśnięciem uzmysłowiłem sobie jakże często ja sam mówię w ten sposób. Używając gładkich słów i zabójczego tonu głosu.
Wtedy przyszły mi na myśl słowa : "Bądźcie tak, tak, nie, nie. "


02. 08. 2003 [Jaką piękna noc dziś mamy]

Jestem człowiekiem. Tak myślę...
Jestem mężczyzną. Tak myślę...

Ile jest prawdy w tym co myślę? Gdzie jest jej początek a gdzie koniec.
Wszystko wokół było wiadome, pewne i oczywiste. Wszystkie wartości, zasady.
Otaczająca rzeczywistość, codzienność każdego kolejnego dnia, choć tak niepewna i krucha była mniejszym znakiem zapytania niż dzisiejszy dzień.
Stoję na rozstaju. Na skrzyżowaniu dróg równorzędnych. W którą stronę? Nie wiem jak skręcić. Grunt pode mną staje się coraz głębszy. Zapadam się.
Kiedyś umiałem rozmawiać z Bogiem, On był ostoją.
Kiedyś miałem zasady, obce mi były kompromisy.
Kiedyś potrzeba zdobywania wiedzy o innych i samym sobie była moim sposobem na odnalezienie Pełni. Tej Pełni o której mówi On.
Mój zapał znikł wraz z nadzieją!... wraz z wiarą? Czasem myślę, że tak.
W takich chwilach widzę wokół pustkę.
Tak bardzo chciałem być twardy, że nie zauważyłem kiedy stałem się słaby i niepewny.
Chcę iść z Tobą Jezu i już nigdy więcej się nie bać.

Niedziela, 3 sierpnia A. D. 2003

...w jej oczach jestem nikim... Choć tyle lat tak się starałem. Wobec tego kim jestem?

Jakiś poniedziałek... kolejny

teraz wiem, to było fatalne zauroczenie...

Szedłem ulicą. Przyglądałem się mijającym mnie twarzom. Zastanawiałem się o czym myślą. Są przecież takie same a jednak inne. Ile wspólnego mam z nimi. Ile mnie z nimi dzieli.
Teraz mam dużo czasu na przemyślenia. Ktoś kiedyś powiedział, że tylko człowiek chory myśli, zdrowy - działa. Już wiem ile w tych słowach jest prawdy.
Myśląc nie poddawajmy się myślom!
Działając nie poddawajmy się działaniu?!
Czy taka jest zależność?!

10 sierpnia. Mój dzień

Teraz jest chwila. Moja własna chwila!
Będę o nią dbał, troszczył się,
pielęgnował, żeby trwała jak najdłużej,
żeby po prostu... nie znikła!



kolejny dzień,,,

Jeny, znowu dłuzy mi się czas. I nic. Nic się nie dzieje.
A miało być tak fajnie.
Pamiętam jak wiele sobie obiecywałem. Wakacje kończą sie, a w moim życiu nadal się nic dzieje.
I nie wiem. Może warto nie mieć obietnic, by nie czuć sie źle?
Może jestem inny? I na dodatek wydaje mi się, że o mojej inności prawie wszyscy wiedzą.
Czy to normalne? Mieć wieczorem obietnice i chęć do życia, być innym. A następnego dnia czynic zupełnie coś innego?
A może lepiej dać sobie spokój. Ciekawe ile osób zastanawia sie nad takimi rzeczami jak ja?
A może dać sobie spokój, nie mieć obietnic, nic nie działać, nie mysleć. Czy ta sie da?
najgorsze jest to, że w tym wszystkim czuję się samotny.
Wczoraj spotkałem dawnego kolegę, nie widzieliśmy się od dawna. Nie mieliśmy wtedy przed sobą tajemnic.
Miałem nadzieję, że pogadamy, tak poważnie. Nie zdążyłem, zanim coś powiedziałem, on opowiedział mi kilka historii, o swoim nowym sprzęcie grającym, o ostatnich dwóch weekendach, o niby swojej dziewczynie. A na koniec powiedział - Cześć! Nawet nie wiem kiedy sie spotkamy, może za rok. Nawet jeśli, to i tak opowie mi swoją kolejną historię podobną do tej sprzed chwili.
Czy coś się zmieni?
Nadal czekam....


Dzień jak pytanie?
Czy umiem kłamać? Zastanawiam się nad tym od momentu gdy mój najlepszy kumpel poprosił mnie bym udawał kogoś innego.
Dowcipny, na luzie, z uśmiechem na pół gęby w extra ciuchach, miałem poderwać dla niego dziewczynę.
To nie był dobry pomysł.
Co zrobić żeby nie stracić przyjaciela? Elka oczywiście zwróciła na mnie uwagę. Nie było mocnych tylko... co dalej?
Ona mi się podoba. Ja jej chyba... też. Tylko Wiesiek o niczym nie wie. Myśli, że szafa gra, że jest ok.
Owszem mogę się wycofać i stracić przyjaciela albo Elę. Mogę też stracić oboje, do tego tylko krok. Tylko kurczę nie ma opcji... jak zachować ich oboje.
Co robić?!

Dzień... dzień dzisiejszy
Idę przez tłum. Widzę dużo twarzy. Jestem sam. Jestem sam ze swoimi myślami... ze swoimi problemami. Nie ma nikogo kto mógłby, kto chciałby chociaż ze mną pomilczeć, nie chcę żeby słuchał moich wynurzeń, (może moich wynaturzeń). Zresztą i tak nie powiedziałbym nic o tym.
Pomyślałem, że jedno piwo wystarczy żeby choć trochę przestać myśleć. Nie pomogło. Musiałem się zalać.
Dzień... dzień jutrzejszy
Boli mnie głowa, suszy strasznie. Dobrze, że jeszcze wszyscy śpią. Zdążę doprowadzić się do ładu. Obędzie się bez zbędnych pytań. Pytań na które i tak oni mają gotowe odpowiedzi a tych prawdziwych nie chcą słuchać.
Alkohol... tylko czy to jest rozwiązanie. Na jak długo...?

Dzień... dzień pojutrzejszy
Mam dość siebie i własnych słabości. Wkurzam sam siebie. Mam tego już dość. Coś muszę z tym zrobić.
Urojone sytuacje, wyobrażone zdarzenia, które mogłyby być i które na nieszczęście... się spełniają.
Czasem boję się swoich myśli. Kiedy mówię, że NIENAWIDZĘ tak bardzo, że potem ktoś umiera, widzę siebie jako kata. Więc kiedy TE MYŚLI mnie znów dopadają, to uciekam, bronię się wyobrażając sobie sceny, zdarzenia nierzeczywiste jak z powieści. Uciekam w świat FANTAZJI.

sobota
Chciałbym Ciebie odnaleźć. A gdy to już się stanie, …może odnajdę siebie.

Dzień - Nieprzerwanie NIE
NNNNNNNNNNNiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Niiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiieeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nieeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nie!

Drugi dzień tego samego dnia
A kiedy Ciebie znajdę
Znajdę Cię!

Trzeci dzień tego samego dnia
Mam dość nakładania maski. Bycia tym kim nie jestem. Więc po co wciąż to robię?????????

Kolej na noc
...więc jak to jest, że chociaż tyle ludzi dookoła mnie to czuję jakbym sam był na tej obcej mi planecie.
...jak to jest, że choć tyle osób jest mi drogich to jednocześnie nienawidzę ich… a może siebie.
...czasami myślę jak to by było gdybym umierał. Co bym czuł?
...nie rozumiem istoty śmierci może dlatego, że nie rozumiem też istoty życia. Wiem jednak, że ilekroć myślę o tym, iż moje życie nie ma sensu to zaraz kolejną myślą jest to, że z jakiegoś powodu dana jest mi szansa, którą powinienem wykorzystać, która pozwoli mi zaistnieć tak naprawdę.

Dzień jak wędrowanie
Szedłem sobie ulicą i przeczytałem napis: "Wejście tylko dla zainteresowanych". Chwilę się zastanowiłem po czym wszedłem. Z półmroku wyłoniło się dość pokaźnych rozmiarów pomieszczenie. W kącie stał stolik, na nim świeca i książka otwarta gdzieś tak w połowie. Przeczytałem nagłówek: "Skoro już tu jesteś - przeczytaj!" Brzmiało jak nakaz.
Zagłębiłem się w lekturze. Wszystko działo się tak szybko, iż nie zauważyłem, że właściwie to znajduję się w jakimś dziwnym miejscu. Czytałem dalej.
Była to historia pewnego człowieka. Jak pisał był zagubiony, był zraniony, był odrzucany i nierozumiany. Zrobiło mi się go żal. Czytałem dalej.
Robił dziwne rzeczy w swoim życiu. Był złośliwy, kłamał, ranił tych , których kochał. Pomyślałem o nim, że jest draniem. Czytałem dalej. Na białe mówił czarne, a gdy słońce świeciło twierdził, że pada deszcz. Jak mówił, nazywał rzeczy po imieniu. Miejscami pismo było jakby drżące, jak się okazało nie stronił też od alkoholu. Zastanawiałem się czy rzeczywistość nie miesza mu się z własnymi wyobrażeniami. Traciłem powoli wiarę w szczerość tej pisemnej spowiedzi. Czytałem jednak dalej.
Kolejne zdania wyrwały mnie z zaczytania. On płakał! On płakał i bał się jak małe dziecko! On też nie chciał być zły! Nikt nie podał mu ręki a sam nie umiał się podnieść! Później już nie umiał przyjąć wyciągniętej dłoni! To mną wstrząsnęło! Chciałem mu pomóc! Nie wiedziałem jak! Czytałem dalej.
Kiedyś wyszedł z domu i szedł bez celu. Nie zwrócił uwagi nawet gdy obok niego znalazło się kilka osób. Niektórzy byli milczący, inni się śmiali, inni jeszcze płakali ale też było coś czego już od dawna z nikim nie robił, słyszał rozmowę.
To było coś nowego. Najpierw słuchał, potem zaczął wypowiadać jakieś swoje myśli. Zaczął się uśmiechać, śmiać się i płakać. Wszyscy gdzieś daleko szli a on z nimi nie wiedząc nawet gdzie i po co. Wiedział, że chce z nimi iść. To był jego cel. W końcu po raz pierwszy od długiego już czasu odczuwał przyjemność z rozmowy, z poczucia wspólnoty, nie był odrzucany lecz akceptowany. Czytałem dalej.
Po kilku dniach zaczął się zastanawiać dlaczego spotkał tych ludzi na swojej do nikąd prowadzącej drodze. Zrządzenie losu. Przypadek. Fatum. Wiedział jedno. Chciał im coś dać. Dać coś z siebie. Chciał pomagać, pocieszać tak jak jego pocieszało wielu. Nie wiedział jak ale starał się. Poszedł do spowiedzi. Wyznał swe winy. Lecz ciągle coś brakowało chciał zadość uczynić swoim błędom. Wszyscy szli dalej.
Odwróciłem stronę. Co to? Czysta karta, a tu jeszcze połowa książki. Co dalej? Jak zakończyła się historia tego człowieka? Czy znalazł to czego szukał spokój ducha, ukojenie? Podniosłem głowę... lampka nagrzana od żarówki. Ani śladu mrocznego pokoju, świecy, książki... Sen czy jawa?

cdn...

© Jennifer 2004